niedziela, 8 listopada 2009

Lektor

Obejrzeliśmy wczoraj.

Wciąż myślę o tym filmie, ale jeszcze nie wiem co o nim myśleć...

Zasób

Wiele osób uważa, że skoro jestem miły, otwarty i przyjazny chętnie stanę się ich zasobem, przedmiotem i narzędziem.

Pewnie się cieszą jak widzą z jakim entuzjazmem wchodzę na teren, który ma im właśnie służyć i chwałę przynieść. Pewnie są zachwyceni gdy za nich myślę i za nich się martwię.

To jest możliwe i tak się dzieje.

Robię jednak wszystko, żeby w każdym przypadku był to tylko jednorazowy incydent.

Laura uczy się w przedszkolu odróżniania zdarzeń odwracalnych i nieodwracalnych. Chyba mam dla niej dobry przykład zjawiska nieodwracalnego.

Ostatnio pewien "dziennikarz" poprosił mnie o wywiad w sprawie negatywnego wpływu reklamy kinowej na dzieci. Napisałem tekst, wysłałem jeszcze tego samego dnia. Tekst od 3 dni jest w sieci. Oceń sam czy mój wkład jest znaczący. Nie napisał nawet "dziękuję"...

Chyba jednak jestem mocno nieprzystosowany. Ale jak mam się przystosować do życia wśród piranii???




sobota, 7 listopada 2009

Psychologia biznesu

Robimy w Allianz rzeczy wielkie. Udaje się dzięki pozytywnemu klimatowi i przestrzeni tworzenia pielęgnowanej przez Konrada, Jerzego i Maćka.

Teraz z Maćkiem i Krzysiem tworzymy "event kognitywny". Będzie trochę teatralnie, trochę symbolicznie, trochę interaktywnie, trochę magicznie i emocjonalnie. Dlaczego kognitywny? Bo poznawczy. Na razie tyle. Idzie nam doskonale. Kolejne niezwykłe wydarzenie.

Zresztą od kilku lat tylko takie mają tam miejsce. To tutaj właśnie poczułem się jak Michał Anioł, który dostaje zlecenie i trochę czasu na stworzenie dzieła. Powstały piękne. Warsztaty dotyczące perswazji narracyjnej i ceny przejdą do historii. Telemarketing już ma swoje miejsce na piedestale, a temat ostatniego wrażenia jeszcze dojrzewa. Ale nabierze mocy. Jestem spokojny.

Ostatnio okazało się, że jestem gościem specjalnym spotkania. Bardzo mnie to zaskoczyło, bo czuję się tam już jak w rodzinie. Przekazałem garść refleksji na temat zmiany. Potem podeszła do mnie pewna pani i powiedziała, że dzisiaj jest dzień przełomu w jej życiu. Przytuliłem ją ciepło.

Jakie to ważne, żeby komuś zaufać i pozwolić mu tworzyć. Szczególnie w kulturze zadaniowej, gdzie realizacja celu jest najważniejsza.

wtorek, 3 listopada 2009

Psychoterapiościema


Dostałem dzisiaj zapytanie ofertowe, w którym wśród kryteriów wyboru trenera jest: "Trener - praktyk NLP, posiadający doświadczenie w prowadzeniu szkoleń z zakresu wywierania wpływu." Druga część zdania chyba niepotrzebna - to się nazywa chyba pleonazm (masło maślane). No i co? Zaprosić potencjalnego Zleceniodawcę do lektury Przekroju...?


poniedziałek, 2 listopada 2009

Wolno

Dzisiaj wyszedłem z domu tylko po Laurę do przedszkola.

Krzyś przeczytał mi dzisiaj takie zdanie (z eseju o Manhattanie):
Zdolność do tworzenia zależna jest od nieobecności tego co rozprasza.

A ja mu takie (z książki o czasie):
Brak czasu powoduje krótkowzroczność, jeśli idzie o widzenie przyszłości; wciąż doganiamy zdarzenia, zamiast je kształtować.

Krzyś powiedział, że należy brać pod uwagę depopulację. Żeby się nie szczepić. Ktoś nas chce zabić?


niedziela, 1 listopada 2009

To dopiero druga wersja

sobota, 31 października 2009

13 Dzień Otwarty

Tu jest blog, gdyby ktoś chciał sobie obejrzeć i poczytać co fajnego się tam wydarzyło.

Ciekawe czy Bożenka zostanie szefową w następnej kadencji. Jak znam życie to jest co najmniej kilka osób, które nie są w stanie przeżyć tego, że potrafiła tak wszystko rozkręcić i zrobią wszystko, co w swojej mocy, by ujawnić pełnię swego człowieczeństwa. Mam nadzieję, że listopadowy Dzień Otwarty nie będzie ostatni...


Nueva Konigsberg

Zrobiliśmy zapas książek na zimę. Niby dużo, ale jak zwykle to tylko dotknięcie tego co chciałoby się wchłonąć, w czym chciałoby się być. Teraz czytam "Życie seksualne Immanuela Kanta" J-B. Botula.

Z przedmowy:
"...cykl pięciu wykładów, które J-B. B. wygłosił w Paragwaju w maju 1946 roku (...). Publiczność Botula składała się wyłącznie z niemieckich emigrantów, którzy założyli kolonię zwaną imieniem Nueva Konigsberg. Byli wielbicielami Kanta i żyli na sposób filozofa z Królewca. W większości pochodzili z tego miasta, które porzucili pod ulewą ognia i pocisków w maju 1945 roku (...). Po pełnej niewiarygodnych przygód, tragicznej wędrówce, którą niestety nie zainteresował się żaden historyk, blisko setka rodzin owych uciekinierów znalazła schronienie w Paragwaju i - półtora wieku po śmierci Kanta - założyła kolonię. Według nielicznych świadków, którzy odwiedzili Nueva Konigsberg, Niemcy ci ubierali się jak Kant, i co dzień po południu odbywali tę samą legendarną przechadzkę w scenerii wiernie odtwarzającej ulice Królewca. (...) Nie wiadomo jak owi dziwaczni emigranci, zwani niekiedy "kantowskimi fundamentalistami", przyjęli opowieść Botula o życiu seksualnym Kanta."
.


Nasz kotek

Nasz kotek jest chory
Nie leży w łóżeczku
Snuje się w narkozie
Ma wodę w miseczkach
Nie miauczy
Nie mruczy
Dostaje kroplówkę
Walczymy o niego
Głaszczemy po główce

piątek, 30 października 2009

Zajęcia z inspiracji

Było mniej więcej tak:
Nieja: Organizuję studia podyplomowe dla ludzi pragnących awansu, polepszenia swojej pozycji. Będą tam takie a takie tematy. Czy któryś pana interesuje?
Ja: Pyta pan malarza czy interesuje go malarstwo...
Nieja: Niektóre tematy są już obstawione.
Ja: Nie chcę być puzzlem w układance. Jeśli już robić to coś niezwykłego. Prowadzenie kolejnych zajęć mnie raczej nie interesuje.
Nieja: Niezwykłego?
Ja: Tak, na przykład za chwilę będę opracowywał z kolegami event kognitywny.
Nieja: Event kognitywny? A co to takiego?
Ja: To coś, co zaraz wymyślimy.
Nieja: A wracając do zajęć.. Wie pan nie każdy ma iskrę Bożą, tym ludziom z korporacji, którzy chcieliby coś ze sobą zrobić trzeba jakoś pomóc.
Ja: Każdy ma iskrę Bożą. Trzeba ją pomóc wyzwolić.
Nieja: Jakoś zainspirować?
Ja: Tak. Pomyślmy może o zajęciach z inspiracji...

czwartek, 29 października 2009

...

Chyba pojąłem coś ważnego i pewnie oczywistego.
Uzmysłowiłem sobie, że o innych ludzi po prostu trzeba walczyć.
Dlatego szkolenia są takie wyczerpujące.
Opór jest naturalny. Jest punktem wyjścia. Nie jest dobrze, gdy całość kończy się oporem.
Tak, tak. Musimy o siebie walczyć.
A może to ktoś mi uświadomił?
Ja walczę o kogoś, a o mnie też ktoś walczy.

środa, 28 października 2009

.
.
.
.
.
.
.

Dla Czego?

Dlaczego? Najważniejsze pytanie w sprzedaży i negocjacjach. Być może najważniejsze pytanie w życiu. 3 sylaby: dla - cze - go

Kiedyś ktoś zadał mi pytanie: Dlaczego piszesz tego bloga?

Od razu była tam jakaś kontra, a pytanie jest fundamentalne. Co jakiś czas się nad nim zastanawiam. Pojawiają mi się w głowie różne odpowiedzi:
- bo chcę wiedzieć gdzie jestem i gdzie byłem
- bo chcę zrobić miejsce w umyśle na to, co następne
- bo chcę się podzielić czymś wartym podzielenia i rozdania
- bo szukam formy wyrazu

Bez sensu.

Nie wiem dla - cze - go albo Dla Czego?

Wiem jednak Dla Czego nie.

wtorek, 27 października 2009

Bodziec rymuje się z ... uchodziec

Zajęcia z psychologii percepcji są doskonałe. Studenci przechodzą siebie w wymyślaniu formy przekazu. Nagle okazuje się, że hardcorowe cegły z procesów poznawczych można przekazać lekko i atrakcyjnie - ujmując przy tym istotę zagadnień. Mieliśmy dzisiaj rap x 4 (Bodziec... rymuje się z uchodziec), była przysięga na zeszyt do percepcji w sprawie pewnej kobiety, której arabska chusta skłaniała wszystkich do surowego wyroku, była w końcu percepcja podprogowa - akcja przy drzwiach, a dokładnie przy samym progu - podprogowe wołanie, które skłoniło jednego z kolegów do dynamicznego poszukiwania napoju orzeźwiającego, nasyconego CO2.

Za tydzień zaczynamy pierwsze próby eksperymentalne. Mam nadzieję, że otwartość na doświadczenie będzie coraz większa, radość będzie stymulowała ciekawość, a ta z kolei zmotywuje wszystkich do wytrwałego odkrywania. Na początku każdej drogi powinien być entuzjazm. Na razie wszystko idzie tak jak należy. Zajęcia z psychologii percepcji są doskonałe :)


ad


Zastosowanie motywów plam Rorschacha w reklamie gwarantuje pozyskanie uwagi psychologów. Nawet wtedy, gdy reklama jest skierowana również do kogoś innego.

poniedziałek, 26 października 2009

hasło na kilka najbliższych nocy i dni






Robiąc byle co stajemy się byle kim


zainspirowane przez Remiego Galliard






.

najsmutniejszy film na świecie?

neurotransmisja

Ania dzisiaj przeprowadziła profesjonalny wykład dla studentów IV roku nt. badań biometrycznych (+/- neuromarketingu). Spokój, pewność przekazu, kontrola, czytelność. Jakie to miłe, zwłaszcza, że Ania jest jedną z absolwentek STB. Nie jest łatwo rok po studiach stanąć oko w oko ze studentami, którzy są dociekliwi i nieustępliwi (jak miło). Brawo Aniu, że podjęłaś wyzwanie. Myślę, że jeszcze niejedno przed nami.

Styl przekazu Ani nastraja do myślenia krytycznego. Moje stanowisko jeśli chodzi o aspekt neuro w psychologii jest jasne. Neuroobraz to jedno a interpretacja to zupełnie coś innego. To, że jakiś przekaz (np. reklama) wzbudza pozytywne emocje, pobudza i wzbudza uśmiech jeszcze niczego nie gwarantuje. Ale nic, czekam na kolejne odkrycia i doniesienia z badań. Może nawet mniej śmiesznych, niż te, które przedstawił Skeletton.


niedziela, 25 października 2009

schronisko

Niektórych ludzi poznałem w Schronisku i tylko tam spotykam. Są świetni, bo ... bo są. Tym razem wspaniały konkurs plastyczny, wyróżnienia, nagrody, Pani Rysia z nieprawdopodobną energią wodzirejską, zoopsychologia, a a nawet iluzja - tak, Bartek zamienił swoje moro na czarny garnitur i dał popis iluzji. To niezwykłe - wcześniej widziałem go albo z jakimś potężnym wężem na szyi, albo z kameleonem. A tutaj czary mary i... kilkadziesiąt dzieci zachwyconych. Moment, w którym wszystkie dmuchały na karty, by te zamieniły się w Asy... To był najpiękniejszy podmuch jaki do tej pory widziałem... Fffffffffffff







Jak widać powoli, ale konsekwentnie budzi się oddolna inicjatywa obywatelska. Ot tak, żeby coś razem zrobić dla tego właśnie "RAZEM". I to wszystko. Dlatego to Schronisko jest tak ważne. Podobnie jak parada żonglerska. Oto naród zbiera się razem i wspólnie radośnie coś robi. Nie protestuje przeciw czemuś, nie opowiada się za czymś, nie walczy, nie broni... po prostu jest razem i sobie żyje. Piękne, prawda? Właśnie takie sytuacje powinny być oczkiem w głowie nas samych. To przecież nasza odpowiedź na wołanie wolności. Lepiej, czy gorzej, ale coś robimy. Kolejna wspaniała niedziela!

IC-Men


Czeka na Ciebie w InterCity...

coś się zaczyna dziać?

A więc pierwszy jest Przekrój i Pani Ania Szulc. Artykuł o pseudoterapiach. Przed momentem autoryzowałem wypowiedzi. Nie ma wątpliwości, że jest to fala uderzeniowa "Zakazanej psychologii", a więc i prowokacji. Artykuł powinien się ukazać w tym tygodniu. Oj będzie się działo...

Energia

Wróciłem.

Wróciłem, choć wciąż jeszcze jestem w przestrzeni emocji i refleksji ludzi, których spotkałem. Piękne w naszej pracy jest to, że w miarę upływu czasu miejsce programu szkolenia zajmują prawdziwe pytania i potrzeby napotkanych ludzi, a miejsce materiałów szkoleniowych konkretne doświadczenia. Dystans jest coraz krótszy, aż pewnego dnia spotkają siebie, który myśli, widzi i czuje nieco inaczej.


Tak też było i tym razem. Najpierw w Poznaniu. 3 dni izolacji od świata i niemal zawieszenie w rzeczywistości audiowizualnej. Praca z Krzysiem jest genialna. Może tego doświadczyć każdy, kto nie będzie traktował go jako swój zasób i narzędzie, a pozwoli mu rozłożyć skrzydła i przemówić pełnym głosem i pełnym obrazem. Bóg jeden wie ilu ludzi się przebudziło i co w nas się obudziło. Było pięknie. Prawdziwie i głęboko.

Zerwaliśmy ze standardowym podejściem do treningów PR, czy komunikacji medialnej. Postanowiliśmy budować świadomość medialną drogą tworzenia telewizji i rzeczywistych przekazów. Na oczach wszystkich i przy współudziale wszystkich. Myślę, że przy okazji to najlepsza droga edukacji medialnej. Nauka przez doświadczenie. A jeśli do tego doda się takie zagadnienia jak autentyczność przekazu, to... wzbudza się czysta energia.

Dzięki przedziwnemu splotowi okoliczności, wbrew strajkom w Poznaniu, korkom ulicznym i deszczowi dotarliśmy z Marzeną na dworzec główny. Z biletami bez miejscówek z niemałym bagażem zajęliśmy dwa miejsca w Warsie. Raz ja zamawiałem, raz Krzyś. Mieliśmy omawiać różne ważne sprawy, ale jak zwykle pobyliśmy ze sobą miło wymieniając ziarenka poglądów i spostrzeżeń. Ale nowe pomysły już są i jest szansa na stworzenie nowej niezwykłej sytuacji ludziom i z ludźmi.

W W-wie przesiadka ciachu rachu i już jadę z Miro do Mikołajek. W bagażniku 30 talerzyków, 80 kompletów piłek, tyle samo chustek. I jedziemy. Kolejny duet energetyczny. Nie musimy wiele ustalać, raczej dobrze się czujemy, a rano idziemy na spotkanie sporej grupy ludzi będących jedną nogą jeszcze w nocnej dyskotece. Rozumiem ich doskonale, dlatego nie pouczamy ich, ani nie ganimy, raczej podkręcamy dobrą atmosferę i inspirujemy, inspirujemy, inspirujemy. Miro jak zwykle perfekcyjny, cierpliwy i optymistyczny.

Spałem 12 godzin. Zmiana czasu okazała się bardzo na miejscu.

czwartek, 22 października 2009

jestem w Wielkopolsce

Tu ludzie mają piękny akcent. Czuję się jakbym był za granicą :)

wtorek, 20 października 2009

My dzieci z... Placu Broni


To niewiarygodne, że w miejscu, w którym stykają się karabin maszynowy i paszcza niedźwiedzia jeszcze istnieje życie. Że właśnie w tym miejscu w przedszkolach dzieci są nagradzane za mówienie czystą polszczyzną. Może poradzą sobie kiedyś z kompleksami i lękami swoich wychowawców. Może pewnego dnia spojrzą na ten rysunek jak na dzieła z jaskini Lascaux.
Może uda im się wyjść z opozycji. Może pewnego dnia Polacy po dwóch stronach stołu przestaną się zachowywać jakby byli za barykadą.

Byłem dzisiaj na tzw. spotkaniu biznesowym. Pewien bardzo... ważny ...Pan spytał o namacalny efekt naszej współpracy. Powiedziałem, że pożądanym efektem realizacji projektu powinien być uśmiech, który będziemy sobie odwzajemniać. Potem się tylko broniłem. Dałem radę, ale tego dnia w tamtym miejscu zmarnowano dużo energii. A może droga od Polaka do Polaka wiedzie przez Plac Broni i tak już będzie po wieki? Wierzę, że nie.
.

Atrakcyjność

W tym roku prowadzę ćwiczenia z psychologii percepcji. Ostatni raz miałem te zajęcia chyba z 10 lat temu. Olga dała mi konieczne lektury (psi-hardcore, metodologia + trochę neuropsychologii). Postanowiłem dodać do tego trochę fajniejszej psychologii. Na każdych zajęciach część studentów omawia "twarde" wyniki badań, a część zajmuje się psychologicznymi deserami. Dzisiaj dziewczyny mówiły o badaniach nad atrakcyjnością. Wynik jest wciąż ten sam - atrakcyjniejsi mają lepiej (łagodniejsze wyroki, wyższe zarobki). Pytanie kto i w jakiej sytuacji jest atrakcyjny, pozostaje nadal nierozstrzygnięte i nie ma się co łudzić - jednej odpowiedzi nie ma. W pewnym momencie studentka (jeszcze wszystkich imion nie pamiętam) powiedziała, że z badań wynika:

Mężczyźni żyją dłużej z wykształconymi kobietami, a kobiety żyją dłużej z bogatymi mężczyznami.

Ciekawa hipoteza...

poniedziałek, 19 października 2009

Krzesło do poczekalni

niedziela, 18 października 2009

4wymiar


"Akt schodzący po schodach" (1912) mój ulubiony obraz Marcela Duchampa. Może w ogóle ulubiony. i obraz i artysta.

W "Fizyce rzeczy niemożliwych" Kaku pisze, że to próba pokazania czasu, jako czwartego wymiaru.


Wiki: ...prezentowany na wystawie Armory Show w Nowym Jorku w 1913, wzbudza wielkie zainteresowanie, czyniąc z Duchampa uznanego malarza.

Z tego co pamiętam w biografii Duchampa było napisane, że jeden z dziennikarzy tak zachęcał gawiedź do obejrzenia Aktu: Jeśli chcesz zobaczyć wybuch w fabryce granatów przyjdź na wystawę i obejrzyj Akt schodzący po schodach. Nie ma to jak dobra rekomendacja konesera wyrobionego w ujmowaniu istoty rzeczy.
.

back to Lisa

psi

Mój psycho-kryzys ma się dobrze. Mocniej się aktywizuje, gdy widzę na półce "Filozofia jako nauka ścisła" Edmunda Husserla (1911/1992). Rozmawiałem ostatnio z Bianką. Też tak ma, z tym, że jej ból bazuje na zagubieniu metodologicznym i psycho-nadinterpretacjach. Mnie boli raczej to, że psychologia naukowa nie dotyka istoty rzeczy. Podręczniki dostarczają wielu danych, ale nie pozwalają lepiej poznać i zrozumieć człowieka. A to mnie właśnie ku psychologii pchnęło.

Postanowiłem wrócić do źródeł. Przestać wertować artykuły. Problem badań psychologicznych w dużej mierze polega na tym, że wiedza o człowieku jest czerpana właśnie z artykułów. Obserwacja człowieka jako takiego nie jest rozwijana lub czyni się to w formie marginalnej. "Ślepcy" doskonalą się w studiowaniu liczb i poziomów istotności. Z czasem uzyskują tak ogromną biegłość w obróbce i analizie danych, że bez nich obejść się już nie mogą. Znani autorzy napisali "Liczby nie wiedzą skąd pochodzą". No, to mam pytanie: Czy badacze i biegli w liczbach analitycy to właśnie wiedzą? Moje doświadczenie i lektura licznych "dyskusji wyników" przekonuje mnie, że nie ma takich liczb, których pochodzenia nie dałoby się ustalić. Czasem wymaga to jednego seminarium, czasem kilku konsultacji. Ale kraj pochodzenia zostaje ustalony. Czy liczba tego chce, czy nie.

Symptomatyczne jest totalne zagubienie na starcie wszystkich młodych naukowców, których pyta się o ... pytanie, o to co ich interesuje. Wielu ma doskonałe intuicje, ale trudno je jakoś ująć, nadać im bardziej konkretną postać. Pamiętam moją frustrację, gdy przez kilka lat próbowałem zająć się "językiem muzyki". Skończyło się na analizie badań, w których prezentowano badanym kwarty, kwinty... Daleko od odczytywania znaczeń z muzyki. Empiryczna płycizna. Nie tego szukałem w psychologii, nie taki obraz psychologa miałem w głowie. Nie będzie dobrze jeśli ta dziedzina zamiast przez wrażliwych i mądrych lekarzy dusz będzie rozwijana przez poznawczo zaradnych psychologów akademickich. Wiem, że i w tej grupie jest wielu mądrych ludzi, ale jakoś psychologii w zimnych ramach "szkiełka i oka" nie do twarzy.

Dobrze mówi Jola, że warto uczyć się z genialnych spostrzeżeń pisarzy, takich jak Robert Musil. Będę go czytał. Wracam też do lektury wielkich psychologów. Powrót do źródeł: Adler, Fromm, Freud, Jung, Maslow, Rogers, Allport, Frankl, Skinner, Lewin, Horney itd. Psychologia mniej empiryczna, choć bardziej bliska człowiekowi, niż koszula ciału.

Tymczasem Husserl:
"Tym, co empiryczną psychologię już od jej początków w XVIII wieku stale sprowadzało na manowce jest zatem ułuda przyrodniczej metody [pojmowanej] na wzór metody fizykalno-chemicznej. Nie ma się wątpliwości co do przekonania, że rozpatrywana w zasadniczej ogólności metoda wszystkich nauk empirycznych jest jedna i ta sama, a więc ta sama w psychologii co w nauce o przyrodzie fizycznej. [...] Jest rzeczą nie bez znaczenia, że twórcami eksperymentalno-ścisłej psychologii byli fizjologowie i fizycy. Prawdziwa metoda kieruje się naturą badanych rzeczy, nie zaś naszymi przesądami i [przyjmowanymi przez nas] wzorami.

(O Bianko! I to cisnące się na usta pytanie: Skąd pan wie, że pan bada to co pan bada? Ale czytajmy dalej Husserla)

Przyrodoznawstwo wydobywa z niejasnej subiektywności rzeczy [danych] w naiwno-zmysłowym zjawisku obiektywne rzeczy o ściśle określonych obiektywnych własnościach. (O Bianko! Czy nie tego właśnie zazdrościmy fizykom?) Tak też i psychologia, jak się powiada, musi doprowadzić to, co jest niejasną treścią psychologiczną w naiwnym ujmowaniu do obiektywnie ważnego określenia, i to stanowi zadanie metody obiektywnej, która naturalnie utożsamia się ze wspaniale potwierdzoną przez niezliczone sukcesy metodą eksperymentalną w naukach przyrodniczych.

(I tu najważniejsze Bianko)

Tymczasem to, jak dane empiryczne uzyskują obiektywne określenie i jaki sens ma tutaj "obiektywność" oraz "określenie obiektywności", jaką funkcję może przejąć tutaj metoda eksperymentalna - wszystko to zależy od własnego sensu tych danych, względnie od tego sensu, który z istoty swej nadaje im odnośna świadomość empiryczna (jako domniemanie tego właśnie a nie innego bytu). Brać wzór z nauk przyrodniczych, znaczy niemal nieuchronnie: reifikować świadomość, to zaś wplątuje nas od początku w niedorzeczność, z której ciągle na nowo rodzi się skłonność do absurdalnego formułowania problemów i do błędnych kierunków badań."

O neuropsychologio. Ostatnia desko ratunku! O mózgu, którego anatomię funkcjonalną tak wspaniale się bada. I te wszystkie metody przedstawiające. I ta sugestia Husserla o reifikacji świadomości.

Jutro kolejna tura zajęć na uczelni. Z taką niepewnością chyba w ogóle nie powinienem się tam pojawiać...

.

sobota, 17 października 2009

Jaka to technikaaaaaa?

- Mamusiu mogę się pobawić tymi klockami?
- Nie. To są klocki tatusia na szkolenie.
- To choć się zabawimy w szkolenie.

No i Laura ułożyła sobie ot tak figurę, której producent nie przewidział.

- Tatusiu, to jest taka kaczka.